Blogi
DWA PIWA
Uważam, że we wszystkim, co robimy w życiu jest potrzebny zdrowy rozsądek i prostota. Gdy zaczynamy nadmiernie „kombinować” nie może wyniknąć z tego nic dobrego.
Tak samo jest z dietą. I dlatego te przekombinowane diety-cud, nawet, jeśli zadziałają fantastycznie, to dość szybko zobaczymy ich skutki uboczne w postaci efektu jo-jo.
Inne skutki uboczne, czyli niedobory białka, składników mineralnych itd. też dość szybko staną się zauważalne. Dlatego dieta zróżnicowana, dostarczająca organizmowi urozmaiconych potraw jest najlepsza. Ale wiadomo, że jak się odchudzamy to np. smażenie nie oznacza wrzucania mięsa czy ryby na patelnię pełna oleju, ale raczej posmarowanie kawałka ryby pędzelkiem zamoczonym w oleju lub
wlanie na patelnię kropelki tłuszczu. Sałatka z majonezem nie oznacza z połową słoika, ale z łyżeczką majonezu – aby tłuszcz pomógł przyswajać się niektórym witaminom oraz poprawił smak potrawy, że mogę majonezu nie używać w ogóle, ale dać np. pół łyżeczki oliwy. Kiedy jestem w trybie „zdrowe odżywianie – odchudzanie” nie zastanawiam się, więc tylko stosuję do tych zdrowych zasad.
No ale… czasem człowiek tak ma, że musi spróbować chociaż coś „ulepszyć”. I wtedy dochodzi do takich rozmów:
On: Słuchaj, a mogłabyś tak skomponować codzienne menu, żeby uwzględnić w nim dwa piwa!?
Ja: W zasadzie mogłabym, ale piwo odpada, bo ma IG 110!!!! Ale za to ostatnio odkryłam, że alkohol ma IG 0!
On: Hm… No trudno… skoro tak to jakoś się przestawię na tą wódkę!

Ps. likiery, słodkie wina i inne słodzone raczej w to IG 0 nie wchodzą :(










