Blogi
Blog Basi
Stracone okazje.
Sytuacje, które odpuściłeś.
Możliwości, które przepadły.
Myślałeś kiedyś o tym?
Dlaczego tak się stało?
Wiesz? Ja wiem. Bo powiedziałeś POTEM, NIE TERAZ, JESZCZE MAM CZAS.
Największym błędem, jaki popełniamy jest myślenie na NIE. Negatywne myślenie."Nie chcę być gruba."
"Jestem gruba." („Nie jestem chuda”).
"Nie chcę być głupia!"
"Jestem głupi!" („Nie jestem mądry”.)
Ale co to tak naprawdę oznacza?
Jeśli masz wątpliwości czy Twoje zachowanie jest asertywne, przeczytaj PIĘĆ PRAW FENSTERHEIMA (psychologa i psychiatry z Cornell University):
Jest takie bardzo fajne zadanie dotyczące naszych „programów” które mamy w głowach.
Jeżeli ktoś ma wpisane w podświadomości, że pieniądze są brudne, będzie je odpychał i całe życie zastanawiał się, dlaczego pomimo starań nie jest bogaty!
Jeżeli ktoś, „WIE”, że słodycze tuczą, zawsze będzie czuł się źle gdy sobie pozwoli na zjedzenie zbyt dużej ilości łakoci i zawsze po tym przytyje.
Itd.
Niektórzy z nas sądzą, że muszą wszystko zrobić sami. Takie „Zosie samosie”. Na nowo odkrywają to co odkryte i niejednokrotnie wywarzają otwarte drzwi.
Ale czy to ma sens?
Kiedy ja czegoś potrzebuję, szukam, czytam, uczę się od innych. Po co popełniać błędy już popełnione?
Fachowa literatura, szkolenia, kursy, porady ekspertów są właśnie po to, by ułatwiać sobie życie.
Ludzie mówią „nie stać mnie” – na kurs, książkę, szkolenie. A ja wtedy pytam: „A na porażkę Cię stać?”.
Najbardziej żałuję…
… tego czego nie zrobiłem.
O co chodzi?
Gdy wspominasz swoje życie, obracasz głowę i spoglądasz wstecz, o czym myślisz? Co widzisz?
Jeśli sukcesy, małe i duże zwycięstwa, gratuluję! Bo na tym powinno opierać się życie.
Jeśli zaś widzisz porażki, rzeczy, których nie zrobiłeś, czas nad tym pomyśleć, zmienić to.
Pamiętasz te wszystkie szanse, okazje, które przepuściłeś? Te wszystkie razy, gdy byłeś TAK blisko zrobienia czegoś, a jednak tego nie zrobiłeś? Spotkałeś osobę, którą cenisz, z którą zawsze chciałeś porozmawiać, była tuż na wyciągnięcie ręki. Wszyscy z nią rozmawiali… Zrobiłeś kilka kroków w jej stronę, niemal jej dotykałeś, a potem stchórzyłeś.
Jest to coś, co każdy z nas powinien mieć wydrukowane i powieszone w widocznym miejscu :)
Zostało opublikowane w 1912 roku, w książce Christiana D. Larsona zatytułowanej "Your Forces and How To Use Them". Skróconej wersji "Kreda.." używają członkowie Optimist International - międzynarodowej grupy ludzi, który zmieniają świat na lepsze.
Wizualizacja to prosta technika, która pomaga nam urzeczywistniać swoje cele.
Pewnie pamiętasz jak w dzieciństwie potrafiłeś z łatwością wyobrazić sobie:
- jak pierwszy dobiegasz do mety
- wbijasz gola - całujesz swoją wybrankę
- dostajesz pod choinką upragniony prezent
To wcale nie jest łatwe. Każdy z nas chce być bogaty, mieć pieniądze, ale nie każdy z nas je ma.
Zastanawiałeś się dlaczego tak jest? Pracujesz, starasz się, oszczędzasz, inwestujesz, a Twoje konto nadal świeci pustkami.
Co jest nie tak?
Powiem Ci bardzo ważną rzecz. Zapamiętaj to dobrze!
Zawsze, ale to zawsze podnieś się po upadku.
Nikt z nas nie lubi upadać, to oczywiste. To się jednak zdarza. Potykamy się, upadamy, spadamy w dół, czasem nawet sięgamy dna.
W ostatnim czasie omawialiśmy jak wyznaczać swoje cele.
Prawda, że jest to łatwe? A już na pewno twórcze! No i oczywiście wspaniałe, bo tak właśnie się czujemy gdy uda nam się osiągnąć wyznaczony cel, duży, czy mały, nieważne!
Czujemy się wspaniale gdy osiągamy cel!
Mam nadzieję, że jesteś w niezłej kondycji.
Przed nami trudniejsze zadanie. Do tej pory planowaliśmy dzień. Teraz przyszła pora na szersze działania. Zaplanujemy tydzień!
Wymaga to perspektywicznego myślenia i chęci :)
Na początek polecam myślenie życzeniowe
Jeżeli stosowałeś się do zaleceń z zeszłego tygodnia jest już lepiej. Zmiana fizjonomii automatycznie zmienia nasze wnętrze. Jeśli na zewnątrz jesteśmy dynamiczni, nasze wnętrze też ma ochotę do działania.
Jeśli poruszamy się niczym ślimak, nasze wnętrze… no cóż, sami sobie dopowiedzcie :)
Zakładam więc, że podobnie jak ja, jesteście już w lepszej kondycji. Uśmiech do samego siebie nie jest już taki wymuszony, przyjęliście postawę wyprostowaną, kończyny nie kołyszą się już bezwładnie…
Za oknem buro, żyć Ci się nie chce. O pracy, motywacji, celach już nawet nie myślisz. Kombinujesz co by tu zrobić, żeby się wywinąć z zebrania, spotkania, pracy.
I tak mijają kolejne dni. Czujesz się coraz bardziej ospały, rozleniwiony. Nastrój depresyjny się pogłębia. Jednym celem w ciągu dnia jest deser, albo wieczorny drink.
UWAGA!
Nie jest dobrze!
Gdy coś postanawiasz, od początku wiesz czy to pic na wodę, czy poważne postanowienie.
Nie wstydź się, nikt nas nie podgląda, wiesz, że tak jest.
Czasami dla świętego spokoju, po to by stłumić poczucie winy, coś postanawiamy.
Jeśli palimy, postanawiamy rzucić. Nie żeby zaraz to robić, no ale postanowiliśmy, więc mamy jeden punkt programu z głowy.
Jeżeli wiemy, że powinniśmy zmienić pracę, bo obecna nie daje nam satysfakcji i mało zarabiamy, postanawiamy znaleźć wspaniałą, ambitną pracę. I tyle. Na tym nasza motywacja się kończy.
Wyznaczasz sobie cel lub cele. Robisz to rzetelnie, krok po kroku.
Wyznaczasz sobie cel długoterminowy, cele krótkoterminowe. Jesteś gotowy by odnieść sukces. Dotrzeć do wymarzonego celu.
Teraz uważaj.
Tak naprawdę nie jesteś sam. Tam w środku Ciebie siedzi druga Kasia, Marek czy Jaś. Patrzy na Ciebie z politowaniem i szyderczo kiwa głową. Czasem nawet puka w nią palcem.
Co jakiś czas, z różnych powodów, (okrągłe urodziny, koniec roku, święta) obiecujemy coś sobie lub innym.
Deklarujemy zmianę pracy, trybu życia, przejście na dietę, rzucenie palenia, oszczędzanie… No przeróżne rzeczy, które w danym momencie przyjdą nam do głowy, a które w jakiś sposób doskwierają nam na co dzień.
Okoliczności takich obietnic są najczęściej co najmniej wskazujące, więc od obietnicy do wykonania daleka droga – całoroczna, kiedy to przypomina nam się, że już te same postanowienia podejmowaliśmy.
I tak w kółko.

Ludzie też.
Każdy z nas. Potrzebujemy ich.
Od tego jak je zbudujemy, ułożymy, może zależeć bardzo wiele – któregoś dnia.
Budujemy wokół siebie ściany, mury, tarcze. Chronimy się przed światem na różne sposoby. Gdy ludzie zajdą nam za skórę stawiamy ogromny mur, tak się na nim skupiamy, że po kilku latach z przekonaniem powiemy „nienawidzę ludzi”. I będzie to smutna prawda. Ludzie też nie będą nas lubili.
Gdy spotka nas zawód miłosny, wybudujemy kolejny mur, będzie chronić nas przed rozczarowaniem. Będziemy samotni, porzucani, będziemy utwierdzali się w przekonaniu, że „ludzie to świnie”.
Kolejny problem, kolejny mur.
I wszystko to ładnie wygląda na zewnątrz. Jesteśmy opancerzeni niczym średniowieczny rycerz. Z pozoru NIC nie może nas ruszyć. Ale to tylko pozory.
Ogry mają warstwy, jak cebula.
Niektórzy ludzie mówią nam, ba!, mówią sami sobie, że nie wiedzą czego chcą…
Nie jest to prawdą.
Zawsze wiemy czego chcemy. Czasem boimy się tego tak bardzo, że oszukujemy nawet siebie.
Zanim wyartykułujemy swoje pragnienie, bombardujemy je w głowie milionami „NIE”. Nasze pragnienia – cele, nie mają wtedy możliwości zobaczenia dziennego światła, a my, „nie wiemy czego chcemy”.
Ustalenie celów jest bardzo ważnym elementem w naszym życiu. Dlatego chciałam jeszcze raz podsumować informacje z poprzednich części.
Jeśli wybierzesz swój cel, opiszesz go, stworzysz plan jego zrealizowania, masz już 50% pracy za sobą!
Dlaczego?
Pisałam już o marzeniach. Są niezbędne.
Dobrze jednak, mając marzenia, przekuć je w cele.
Jak to zrobić?
Nic prostszego!
Wystarczy trochę silnej woli, wyobraźni, marzeń, pomocna będzie także kartka papieru i ołówek – lub, jak kto woli, współczesne narzędzia piśmiennicze :)
Dobre marzenie to takie, które można urzeczywistnić. Nawet jeśli jest absolutnie dziwaczne.
Skoro już wiesz kim jesteś TY i jaki wpływ na Ciebie mają ONI, czas zabrać się do pracy.
Myślałeś kiedyś o czym marzysz? Czego pragniesz? O tym gdzie chciałbyś być za pięć, dziesięć czy dwadzieścia lat? Kim być, co mieć?
Tak, nie, nie wiem…
Zacznijmy więc od marzeń.
Oni, czyli wszyscy, którzy nie są Tobą.
Jaki mają na Ciebie wpływ? Destrukcyjny czy też pomagają Ci wspiąć się na wyżyny swoich możliwości?
Najważniejsze pytanie brzmi – „Czyje zdanie jest ważniejsze, Twoje czy Ich?”
Kim jesteś?
Jak widzisz samego siebie?
Jesteś kimś ważnym? Wiesz co lubisz, czego pragniesz, kiedy, w czym i z kim czujesz się dobrze?
A może to wszystko nie jest ważne?
Myślisz jak się przypodobać, czy co Tobie się podoba?
Jak reagujesz na krytykę? Boli, czy spływa po Tobie jak po kaczce? Przychodzi refleksja, smutek, obojętność?
Zastanów się. To są ważne pytania. Pokazują kim jesteś.
Motywacja, cele, marzenia. To coś co wyznacza kierunek naszego życia.
Jeśli tego nie ma, codzienność staje się szara i jałowa.
Nie mamy pragnień, nie mamy celu egzystencji.
Naturalnym jest, że nawet tego nie zauważamy. Codzienne sprawy, gonitwa do pracy, zakupy, dom, rodzina… To wszystko pochłania naszą uwagę na 110%.
Każdy dzień jest wypełniony po brzegi. Gdyby ktoś zapytał czego nam brakuje, zaśmialibyśmy się! Brakuje? Tyle się dzieje, że nie masz czasu zjeść ani pomyśleć.
Dopiero po latach, gdy chcąc nie chcąc będziemy musieli usiąść, przyjdzie refleksja. Po co to wszystko było? Co osiągnąłem? Co przeżyłem? Jakie było moje życie?
Przeszliśmy razem kawałek drogi do Twojego celu.
Teraz, mając odpowiednią wiedzę i samoświadomość możesz przystąpić do działań.
Znasz sekrety osiągnięcia idealnej wagi.
Wystarczy zacząć działać.
Podsumujmy krótko.
Jeżeli na dobrą sprawę nie wiesz co o sobie sądzisz, albo masz dylemat pt. czy powinienem się odchudzać, wsłuchaj się w siebie.
Patrzysz w lustro… widzisz fałdki, cellulit, czujesz niechęć do swojego ciała. Jednocześnie nie chcesz sobie niczego odmawiać… zaczynać diety.
Prostujesz się, wciągasz brzuch, przyjmujesz lepsze pozycje, ubierasz się, przeglądasz i stwierdzasz „nie jest jeszcze tak źle!”
To środek do osiągnięcia wymarzonego celu.
Nie ma możliwości żeby schudnąć, nie angażując się w proces odchudzania.
Pewnie Was to nie dziwi.
To oczywiste, prawda?
Dlaczego jemy śmieciowe jedzenie?
Chipsy, fast foods, ciasteczka, paluszki…
Bo nie mamy czasu dla siebie! Bo praca jest od nas ważniejsza. Film, telefon, komputer…
- Tyje nawet od wody!
- Mogę nic nie jeść, a i tak nie chudnę!
- Mnie już nic nie pomoże!
- Byłem na wielu dietach, żadna na mnie nie działa!
- Taka dieta? Byłem, nie działa!
I czym się chwalisz?
Zazwyczaj te kwestie wypowiadamy niemal z dumą. Głośno, wyraźnie. Dlaczego? Czym się tu chwalić?
Wszyscy lubimy dreszczyk podniecenia. Niepewność, uda się czy nie… Można wykazać się inwencją…
Nie jest to najwygodniejsza pozycja do robienia TEGO. Człowiek nie wie co z nogami zrobić, stać szeroko, czy raczej na baczność, a może oprzeć się o ścianę…
To bardzo ważne, zwłaszcza gdy masz kilka zbędnych kilogramów.
Nie możesz pozwolić sobie na chwileczkę zapomnienia.
To znaczy możesz, ale rezultaty zobaczysz w lustrze!
Jeśli życie Ci doskwiera zmień jedną rzecz. Na początek. Z resztą pójdzie łatwiej!
Nie trzeba przenosić gór, nie trzeba metamorfozy, wydatków, czy zmiany otoczenia by nieco odmienić swoje życie.
Wiesz, że to najskuteczniejszy lek w historii świata?
Wiesz, że umysł to najpotężniejszy komputer na świecie?
No!
Skoro wiesz, to wystarczy połączyć te dwie informacje, by wspomóc odchudzanie :)
Jak? – pytasz…
Tak! Nie oszalałam. Strach jest wspaniały!
Dzięki temu, że go czujesz, wiesz, że żyjesz!
Wiem, wiem. Strach Cię zjada, strach Cię paraliżuje, przyprawia o gęsią skórkę, drżenie kolan albo palpitację serca. Dla każdego, coś „miłego”.
ALE… strach może też być wspaniałym motorem do działania.
Na początku o tym pisałam, ale warto przypomnieć.
Zanim zaczniesz stosować dietę, usiądź i pomyśl dlaczego chcesz się odchudzać.
Zrób to powoli.
Pewnie nie uwierzysz, ale to Ty sam, blokujesz spadek wagi.
Osoby, które nie potrafią schudnąć noszą w sobie przeświadczenia, przez które ich odchudzanie wypada marnie.
Musisz odnaleźć je w sobie i zmienić. Uwolnić się od nich.
Zauważyłeś, że to, czego się spodziewasz, dzieje się?
Zadziwiające.
Myślisz o facecie w czerwonym kapeluszu i spotykasz takiego na każdym kroku! Postanowiłeś kupić nowy samochód i nagle okazuje się, że całe miasto jeździ, Twoim, nowym samochodem! Zadziwiające. Masz moc? Dar sprawczy? Dokładnie tak!
Tak samo jest z oczekiwaniami wobec życia.
Wszystko. Choć pewnie myślisz inaczej.
Jeśli planowałeś schudnąć 20 kg, a schudłeś 15 kg, odniosłeś sukces.
Nie…. powiesz, porażkę! Nie osiągnąłem celu!
Twoje myśli potrafią zmienić Twoją fizjologię. Naprawdę.
Siądź przed lustrem i pomyśl o złych i smutnych sprawach, potem spójrz na siebie. Co widzisz?
Najpewniej głośno zaprzeczysz – zwłaszcza jeśli nie jesteś zadowolony ze swojego życia.
Masz nadwagę? Sam się jej dopracowałeś. Słowo. Nie urodziłeś się taki. I proszę, nie mów mi, że to geny. To tylko wymówka.
Wiesz o tym?
Często rozpamiętujemy złe zdarzenia. Wręcz pławimy się w swoich porażkach i nieszczęściu.
Po co?
Przecież, gdy jesteśmy szczęśliwi, jesteśmy efektywniejsi. Lepiej śpimy, lepiej się czujemy, mamy energię, siłę, by podołać wyzwaniom.
Ciągle nie potrafisz schudnąć? Jesteś na diecie (ciągle innej), przez całe życie niesiesz na plecach „przyjaciela” zwanego Poczuciem Winy? Ilekroć pozwolisz sobie na odrobinę kulinarnego szaleństwa, Twój przyjaciel stuka Cię po plecach psując całą zabawę…
Dlaczego tak jest?
Po co Ci ten balast?
Dlaczego nie potrafisz schudnąć?
Co by się stało gdybyś był szczupły, ważył tyle ile pragniesz?
Co Cię powstrzymuje przed osiągnięciem celu?
Tak! Co Cię powstrzymuje?!
Wiesz co jest największym sekretem sukcesu?
Co powoduje, że jednym się udaje, a innym nie?
Co napędza ludzi sukcesu? Dlaczego wszystko czego dotkną zamienia się w przysłowiowe złoto?
Pomyśl przez chwilę.
Wiedziałeś o tym?
Jeśli czegoś pragniesz, tak od serca, wyrazisz to słowem, lub myślą, spełni się!
Wystarczy, że NAPRAWDĘ tego chcesz! Że żadne „ale” nie mąci twojego pragnienia.
Wszechświat jest jak worek Świętego Mikołaja. Wszystkiego jest w nim pod dostatkiem. Wystarczy poprosić i poczekać.
Już o tym pisaliśmy ale... warto do tego wrócić.
Nagradzanie.
Jedna z najprzyjemniejszych rzeczy :)
Niełatwo jest się odchudzać gdy w domu, na każdym kroku można się natknąć na chipsy, czekoladę czy butelkę coli.
Z drugiej strony, dlaczego reszta rodziny ma cierpieć skoro to MY się odchudzamy…
Jak wybrnąć z tego impasu?
Tak, tak, dobrze przeczytaliście tytuł :)
Co byś zrobił gdybyś miał do dyspozycji Boską moc?
Pomyśl o tym przez chwilę.
Gdy się nad tym poważnie zastanowić, okazuje się że...
Wiecie co jest częstym powodem efektu jo-jo?
Nawet po racjonalnych dietach często wracamy do pierwotnej wagi. Nie tak szybko jak przy typowym jo-jo ale jednak wracamy.
Powodem tego jest nasze postrzeganie siebie.
Schudłeś 10 kilogramów, wyglądasz super, nosisz upragniony rozmiar. Jesteś zachwycony swoim wyglądem, zresztą nie tylko ty!
Dostałam od Was sporo maili. Prosiliście o praktyczne ćwiczenia do tematu „Wewnętrzne programy”.
Bardzo proszę.
Co zrobić żeby przeprogramować się szybko i sprawnie.
Polecam zastosowanie pięciu kroków, które opracował Joe Vitale, autor bestsellerów takich jak „Hipnotyczny marketing”, „Moc przyciągania”, „Zagubiony podręcznik życia”.
- Dowiedz się czego NIE CHCESZ, uświadom to sobie
- Uświadom sobie czego chcesz, pragniesz
- Oczyść się
- Poczuj to czego pragniesz
- Przestań kontrolować i kieruj się intuicją
Bardziej szczegółowo?
Nie ma sprawy :)
Zastanawiałeś się kiedyś dlaczego niektórzy jedzą co i ile chcą i wyglądają świetnie? Nie mają nadwagi, ba! Nie mają nawet grama zbędnego tłuszczu.
Jedziesz z taką osobą na wczasy i cholera Cię bierze.
Ty niczym asceta, chleb z wodą (a wczasy all inclusive), ta osoba zaś (przykładowo Kaśka), niczego sobie nie odmawia.
Ty sałatkę, Kaśka udziec barani, pieczone ziemniaczki, butelkę wina.
Ty popijasz nad basenem wodę z cytryną, Kaśka wlewa w siebie drugą szklankę piwa.
W czasie deseru zamawiasz arbuza (to w końcu sama woda), Kaśka wielką porcję lodów i sernik.
Po powrocie z urlopu dzwoni Kaśka:
Kolejna prawda. Ale nie wszyscy ją znają.
Zdradzę Wam dziś sekret.
To o czym myślicie, to jak myślicie, tworzy TO czym się otaczacie, kim jesteście, co robicie.
Wszystko zaczyna się od myśli w naszej głowie. Sekret tkwi w tym, żeby wiedzieć jak i co myśleć.
Prawda, którą znają wszyscy.
Zauważyłeś, że nasz organizm broni się przed nadmierną ilością czekolady, chipsów czy fast foodu?
Drobne plamki, wypryski na skórze. Szorstkość skóry, drobna wysypka.
To nie ponowne wejście w okres dojrzewania, to owoce tego co zjadłeś.
Są dni kiedy cały świat leży u naszych stóp. Jesteśmy pełni wiary w swoje możliwości. Wierzymy, że wszystko czego dotkniemy zamieni się w złoto.
Każde wyzwanie jest dla nas, każdy trudny cel wydaje się być łatwizną.
Podejmujemy decyzje, dążymy do celu, działamy, jesteśmy z siebie zadowoleni.
Nawet jeżeli się potkniemy i upadniemy, wstajemy, otrzepujemy się i próbujemy dalej.
Co jednak zrobić gdy nadchodzą chmury? Prawdziwe, ciemne, burzowe chmury. Gdy nasza samoocena leci na łeb na szyję, gdy pęknięte sznurowadło podczas wiązania butów wydaje się być końcem świata....
Zanim zaczniesz odchudzanie musisz się dowiedzieć DLACZEGO CHCESZ TO ZROBIĆ.
To bardzo ważne pytanie, od odpowiedzi będzie zależała Twoja motywacja.
Jeżeli chcesz przejść na dietę bo koleżanki przeszły, bo ktoś powiedział Ci, że powinnaś, bo tak wypada, bo trzeba by, bo Ty wiesz, że powinnaś, bo jesteś gruba, bo źle wyglądasz, bo idzie wiosna, bo....
To zła motywacja.
Musisz wiedzieć dlaczego TY CHCESZ przejść na dietę.
Największym błędem jaki popełniamy jest myślenie na NIE. Negatywne myślenie.
"Nie chcę być gruba."
"Jestem gruba."
" Nie chcę być głupia!"
"Jestem głupi!"
Ale co to tak naprawdę oznacza?
"Nie chcę być gruba".
Czyli jaka? Nie chcesz mieć nadwagi czy nie chcesz mieć obwisłego brzucha? Chcesz być atrakcyjna czy nosić mniejszy rozmiar?
Szukamy w sobie niedoskonałości, często bezpodstawnie sprawiamy sobie przykrość. Mamy do siebie pretensje o zjedzenie nadprogramowego ciastka, porcji sałatki czy kupienie kolejnej "niezbędnej" rzeczy.
Wiecie co? To nic nie daje. Niczego nie zmienia. Skoro już TO zrobiliśmy cieszmy się! Czy nie taki był nasz pierwotny zamiar?
Kiedy po całym dniu kładziemy głowę na poduszkę, to albo zasypiamy jak kamień, albo nachodzą nas zmory z całego dnia.
Jeśli zasypiamy, pół biedy. Kiedy nie możemy zasnąć, sprawa przedstawia się gorzej.
Najczęściej wytykamy sobie błędy z całego dnia, raz po raz przeżywamy te same porażki. Skupiamy się na negatywach...
Jesteśmy na diecie a wokół pełno pokus...
Znajomy obrazek, prawda? :)
Przyjaciele zapraszają nas na pizzę, lody. Mama gotuje wspaniały obiad, albo akurat podczas naszej diety wypadają 80 urodziny babci... Jak nie zjeść tortu z takiej okazji...
Ha! Mam na to sposób!
Fantazjujemy na różne tematy. Niektórym fantazjom oddajemy się bez reszty, inne nas szybko nudzą.
Gdy myślimy o czymś nieustająco wokół nas zaczynają się czary. Zauważyliście?
Trzeba na to bardzo uważać! Każdy z nas posiada moc sprawczą. To o czym myślmy sprawdza się! Staje się!
Najczęściej jest tak, że wierzymy w to co widzimy...
Dlaczego?
Patrząc na konto tuż po wypłacie, wierzymy, że jesteśmy bogaci, że możemy sobie pozwolić na coś więcej niż tuż przed wypłatą...
Widząc pięknych ludzi, wierzymy, że są szczęśliwi, że odnoszą sukcesy.
Patrząc na wakacyjne foldery marzymy o odległych krajach, ciepłych plażach... tak! tam byłoby nam wspaniale!
Trzeba zadać sobie w życiu jedno ważne pytanie. Czego chcę?
A potem konsekwentnie dążyć do realizacji tego zadania.
Samo nic się nie dzieje. Siedzenie i czekanie na milion dolarów, utratę wagi, wielką miłość, niczego nie zmieni. Tylko działanie pozwala nam osiągnąć to, o czym marzymy!
Siła naszego umysłu...
Coś co każdy ma ale nie każdy potrafi korzystać z tego potencjału.
Przekonałam się na własnej skórze, że wiara czyni cuda :)
Racuchy na śniadanie - to lubię.
Namówiłam męża żeby przygotował mi ciasto na racuchy, a ja je upiekę.
Czyli... zrobiłam wszystko co w mojej mocy żeby wyszły :)
Ale nie ma tak łatwo... Czyli Bridget Jones w kuchni :)
Podkusiło mnie! Normalnie podkusiło!
Żurku mi się zachciało! A nie powinnam. W rozpisce diety jak wół stało - sałatka z soczewicy! Ech...
Ugotowałam wywar z kiełbaski i boczku, jajka, ziemniaki odpuściłam :) Wystarczyło dodać żur i tu zaczęła się jazda!
Postanowiłam uraczyć rodzinę zieloną zupą.
Nie potrafię gotować i zazwyczaj coś pomieszam. Często czuję się jak Bridget Jones gdy serwowała niebieską zupę.
Wszystko wydawało się proste. Przegląd lodówki, znalezienie odpowiedniego przepisu i Voilà! No ale...
Blog Asi
W czasach kiedy byłam małą dziewczynką, dawno temu, kiedy nawet zakup choinki był wielkim problemem, dla mnie był to magiczny czas wypraw po choinkę. Jeździliśmy do zaprzyjaźnionego leśniczego, który wybierał dla nas najładniejsze drzewka.
Zima nie pozostawia złudzeń – zapanowała i zamierza się panoszyć przez najbliższe miesiące. Kilka dni temu wychodząc z domu wieczorem czułam się już bardzo świątecznie.
Jakoś brakuje mi w tym roku atmosfery świątecznej. Zastanawiam się, na które przygotowania już za późno, a na co jeszcze za wcześnie. Może zapach pomarańczy i mandarynek pomoże mi odpowiednio się nastroić?
Jeżeli chcemy przygotować własnoręcznie świąteczne prezenty, to czas zacząć już teraz. Od kupienia ładnych słoików, wydziergania serwetek na pokrywki, lub przynajmniej znalezienia ładnego kawałka materiału, którym można pokrywkę owinąć.
A do słoika możemy na przykład przygotować konfiturę z pomarańczy.
Pierniki leża sobie w puszkach. Czas więc na lukrowanie. Można to robić partiami, albo wytrwale – wszystkie naraz. W zeszłym roku robiłam po kilkanaście sztuk dziennie – i zajęło mi to chyba z dwa tygodnie (piekę wielkie ilości i potem mam dużo prezentów). Teraz chyba poświęcę na to weekend.
Za oknem wciąż pięknie, słonecznie i ciepło, a tymczasem tzw. prasa kobieca ogłasza, że przygotowania do Świąt czas zacząć. Na zdjęciach stroje, które należy mieć, aby ładnie wyglądać przy wigilijnym stole, ozdoby choinkowe w wielkich ilościach oraz oczywiście przepisy na tradycyjne barszczyki i uszka. Osobiście uważam to za lekką przesadę. Z drugiej jednak strony można zacząć robić już jakieś handmadowe prezenty. No i oczywiście pierniczki. Podam przepis, który w mojej rodzinie sprawdza się od lat. Pierniki są przepyszne, ale muszą co najmniej miesiąc poleżeć w pudełku, żeby były mięciutkie, a więc czas najwyższy, żeby je zrobić.
Moja babcia nigdy nie przejmowała się żadną dietą. Wiele lat temu ideałów piękna i urody nie kreowała prasa i telewizja – w każdym razie nie w takim stopniu jak teraz.
Odchudzanie było czymś nienormalnym.
Wszystkie gotowe warzywa w sklepach mają w składzie cukier. Jedynym wyjściem jest zrobienie ich w domu, zastępując cukier fruktozą. Warto teraz zgromadzić tyle gotowych przetworów, żeby cała zimę móc przesiedzieć z książką pod kocem.
Marchewkowe pikle
Co prawda temperatury są już zimowe, ale jednak ciągle jeszcze możemy robić przetwory przed zimą.
Kapusta z papryką
Zrobiło się strasznie zimno… Wszyscy dookoła opowiadają o prognozach pogody, które wieszczą długą, bardzo mroźną zimę.
Otrzymałam ostatnio kilka ciekawych podarunków. Jednym z nich są słoiczki z kurkami – zrobionymi tak, że po odsączeniu będą jak świeże, tylko, że już słone – a więc np. dodatek do jajecznicy znakomity.
Co prawda owoce róży trudno kupić na targu, ale można spróbować – mnie się udało. Wyszukałam więc szybko przepisy (tym razem w „Poradniku domowym”) i mogę zacząć ciąg dalszy eksperymentów kuchennych – robienia smacznych zapasów na zimę.
Powoli czas przetworów dobiega końca – trzeba go więc wykorzystać do ostatniej chwili. Dziś zamarynowane warzywa – do wyjęcia ze słoika w zimowy dzień, na obiad, do kolacji lub po prostu do pochrupania.
Wszyscy dookoła są przeziębieni. Ludzie, psy, koty, po prostu wszyscy.
Katary, bolące gardła, wysokie temperatury otaczają mnie z wszystkich stron.
Wobec czego przypominam sobie domowe sposoby na niedopuszczenie do choroby
lub leczenie się.
Nie do końca jasne są dla mnie zachwyty nad urokami grzybobrania. Trzeba wstać ciemną nocą i o świcie być już w lesie - grzybom zdaje się wszystko jedno, o której zostaną zebrane, natomiast trzeba zdążyć przed wszystkimi innymi grzybiarzami, a o 7.00 podobno nie ma już czego szukać – wszystkie grzyby są wyzbierane.
W ramach spotkań towarzysko-dziewczyńskich można wybrać dowolny temat przewodni. Na przykład kolory – i bynajmniej nie chodzi tu o ciuchy, ale o
menu.
Gdyby istniała dieta makaronowa lub kanapkowa to byłabym najszczuplejszą i najzgrabniejszą osobą na świecie! Oczywiście makaron musi być z oliwą lub sosem, a kanapka z masłem lub serkiem – jednym słowem węglowodany najlepiej smakują z odrobiną tłuszczu.
W poszukiwaniu pomysłów na mięso z minimalną ilością tłuszczu sięgnęłam do książki z przepisami dr Pierre Dukana. Uważam, że warto czasem zaczerpnąć wiedzę lub inspirację z diet, które niekoniecznie chcę stosować, ale w których można znaleźć coś ciekawego i dopasować do obecnie stosowanej diety.
I tak oto trafiłam na przepis na wołowinę po burgundzku. Potrawa zawiera dużo białka - a to cenne, co prawda dodaje się mąkę kukurydzianą, ale jej ilość jest minimalna i nie trzeba jej uwzględniać jako dodatek węglowodanowy.
Czy jedliście kiedyś konfiturę z czerwonej cebuli? Bo ja nie. Ale czytałam o
niej w rozmaitych, czasem niespodziewanych, miejscach i wszystkie były
entuzjastyczne.
Żeby upalny wieczór był w pełni udany należy udać się na targ owocowy oraz
do sklepu z alkoholem. Takie wnioski nasuwają mi się w związku z falą
upałów, która szczęśliwie w tym roku zagościła w naszym deszczowo-chłodnym
kraju.
Czosnek wcale nie musi kojarzyć się tylko z zimą, dodatkiem do mleka, gdy
boli gardło i z nieprzyjemnym zapachem.
Mnie kojarzy się z pięknymi kwiatami - dawno temu dostałam piękny bukiet,
który okazał się właśnie czosnkiem.
Po za tym jadalna część czosnku jest fantastyczna latem w maśle czosnkowym,
na bagietce z grilla! Rewelacyjnie dobre!
Na straganach są już wiśnie – a więc sezon na wiśnie uważam za rozpoczęty.
Dziś dwa przepisy - na nalewkę, która musi zaczekać na wypróbowanie do zimy
i na crumble – na nieco chłodniejsze dni, ale niekoniecznie.
Bez względu na upały jeść trzeba. Wiadomo, że spokojnie można zastąpić każdy
posiłek sałatką.
Dlatego od kilku dni nie jemy w zasadzie nic innego.
Żeby nie było za słodko i za owocowo, od czasu do czasu można zrobić sobie przetwory „do obiadu”. Szczególnie, że takie przetwory, które nie zawierają cukru bardzo trudno gdziekolwiek kupić, a w domu można użyć fruktozy.
No to skoro już naczytałam się o winie i wino jest super, to mam coś (od razu przyznaję, że nie pamiętam skąd mam)! Co prawda zupełnie nie dietetyczne (bo czereśnie i miód nie są mm), ale za to jakie pyszne!
Dawno, dawno temu… Nie, to nie bajka, tylko fragment mojego dzieciństwa, w
którym marzyłam o zobaczeniu kiwi, banany jadłam raz w roku, nektarynka i
brzoskwinia były nie lada rarytasami.
Nareszcie pogoda sprzyja odchudzaniu –w upalne lato chce się jeść dużo mniej i dużo lżej. Cztery – pięć lekkich i małych posiłków w zupełności wystarcza do szczęścia.
O tej porze przypomniały mi się dwa przepisy – na chłodniki – które fajnie wpasowują się też w naszą dietę.
Oto one:
No i wkońcu doczekałam się! Truskawki są wszędzie! Śliczne, na ogół słodkie i coraz tańsze. Codziennie zjadamy ½ kg, kolejną porcję przerabiam na koktajl (mm-owy, węglowodanowy) – z maślanką i odrobiną słodzika, jeśli truskawki akurat nie są zbyt słodkie.
Przy okazji nadal szukam przepisów na truskawkowe pyszności na dni „po sezonie”…
Gdyby nie to, że nie zaczęło się jeszcze lato, a nawet, moim zdaniem, jeszcze wiosna się porządnie nie zaczęła, to sezon truskawkowy byłby w pełni. Byłybyśmy już objedzone po grzywkę i rozmyślały, co można zrobić, żeby ten cudny truskawkowy smak zostawić w naszych domach na dłużej.
Ja rozmyślam i podaję poniżej pomysły:
To będzie pierwszy odcinek cyklu o przetworach – słodkich i nie tylko.
Lato i jesień rozpieszczają nas bogactwem owoców i warzyw. Nasze prababcie, babcie i mamy potrafiły to docenić i wykorzystać. Może pamiętacie z dzieciństwa regały w spiżarniach lub półki w piwnicach wypełnione słoikami z kompotami, dżemami, przecierami robionymi w domu, wycinanie ze ściereczek kwadracików na słoiki, żeby było ładniej. Niestety od wielu lat tradycja robienia domowych przetworów odeszła w zapomnienie, wręcz stała się niemodna i była symbolem braku nowoczesności. Na szczęście teraz powraca w wielkiej chwale! Własnoręcznie zrobione przetwory są nie tylko bardzo pożądane i modne, jako prezenty i upominki, ale dodają wartości i klasy domowym posiłkom. Na dodatek gwarantują najlepszą jakość, bowiem powstają wyłącznie z naturalnych, wybranych i dokładnie oczyszczonych owoców lub warzyw, nie zawierają konserwantów i innych niepotrzebnych dodatków.
Pogoda nie sprzyja. Już nie mówię o odchudzaniu, ale w ogóle życiu nie sprzyja. Leje, zimno, bardziej listopadowo niż majowo.
Planowanie jedzenia na letnie grillowanie odłożyłam na później, a tak dobrze już mi się planowało... Teraz w głowie mam jedynie wysokokaloryczne, nieprawidłowo połączone, energetyczne posiłki typu sałatka ziemniaczana z majonezem albo pizza i gorący barszczyk do tego.
W czasopismach dużo miejsca zajmują teraz artykuły i dodatki o dietach. O naszej też. Ostatnio znalazłam kilka stron jadłospisów mm-owych. Szkoda tylko, że autor nie zaznaczył, że całe menu jest II-fazowe.
Ale w jednej z nich znalazłam przepis na normalne ciasto! Tzn. zgodne z dietą, ale wyglądające i smakujące zupełnie jak inne ciasta. Podzielę się tu tym przepisem:
Zrobiłam dziś przegląd szafy w poszukiwaniu inspiracji dotyczącej ewentualnego uprawiania przeze mnie jakiegoś sportu w związku z coraz dłuższymi i pogodniejszymi dniami. Wszak sport to zdrowie podobno…
Wraz z nadejściem wiosny zaczynam marzyć o targu pełnym dorodnych, smacznych, kolorowych warzyw. O czereśniach i truskawkach pachnących latem. Nie mogę się doczekać po prostu! Uwielbiam dni, kiedy przynoszę do domu kupione na targu pomidory w kilku gatunkach, ogórki, młodą kapustę, cukinie, śliwki. W kuchni od razu robi się kolorowo.
Jak co roku o tej porze wszędzie słychać rozmowy ogrodników. Co siejemy, co sadzimy, co podkopujemy, gdzie dosypujemy..? I mnie to nie omija. Mam maciupeńki ogródek, trawniczek w zasadzie i kilka donic. Co roku niezmiennie dziękuję opatrzności, że ustrzegła mnie od posiadania wielkiego ogrodu z rabatkami, grządkami, ogródkiem skalnym itp.
Ze wszystkich stron atakują mnie informacje na temat tego, co jeszcze mogłabym dla siebie zrobić, aby w związku nadejściem wiosny czuć się pięknie, młodo i szczupło.
Okazuje się, że powinnam zjadać preparaty witaminowe i dotleniające na piękną skórę oraz z karotenem, żeby się ładniej latem opalać.
Bardzo lubię je mieć. Niektóre są tylko po to, żeby pooglądać zdjęcia, niektóre po to, żeby dawać natchnienie, inne po to, żeby ugotować wszystko, co w nich jest, wypróbować wszystkie przepisy.
Nadeszła wiosna, w wazonach wreszcie mogę mieć moje ulubione żółte tulipany. I Święta Wielkanocne nadeszły – jak zwykle dla mnie zaskakująco wcześnie.
Byłam dziś na konferencji. Czasem bywam - na szczęście bardzo rzadko.
Mam bowiem taki defekt, że jak wchodzę na jakieś targi czy konferencję pierwszą rzeczą jaka rzuca mi się w oczy jest barek. Zresztą na zaproszeniu też pierwszą rzeczą, jaka rzuca mi się w oczy jest to czy są zaplanowane przerwy na kawę i na obiad.
Uważam, że we wszystkim, co robimy w życiu jest potrzebny zdrowy rozsądek i prostota. Gdy zaczynamy nadmiernie „kombinować” nie może wyniknąć z tego nic dobrego.
Tak samo jest z dietą. I dlatego te przekombinowane diety-cud, nawet, jeśli zadziałają fantastycznie, to dość szybko zobaczymy ich skutki uboczne w postaci efektu jo-jo.
Staram się jak mogę nie robić wpisów w stanie silnego wzburzenia emocjonalnego, ale nie mogę się powstrzymać! Szlachetne zdrowie nikt się nie dowie… itd. – wczesne klasy podstawówki nas tego uczą. A potem życie konfrontuje.
Dieta od jakiegoś czasu przebiega nam świetnie – jedzenie smakuje, nawet sezon sałatkowy został ogłoszony – codziennie jedna sałatka. Jakby tego było mało mąż mój ogłosił, że policzymy kalorie spożywanych posiłków. Nie, żeby ograniczać i absolutnie bez związku z dietą. Ale żeby wiedzieć!
Bez względu na to czy zdrowo się odżywiam, czy jestem akurat na diecie czy
nie, pozbycie się ile kilogramów pozostało mi do wykonania planu oraz jak
silna jest w tej chwili moja wola, w okolicach 20 lutego piekę ciasteczka.
Kiedyś upiekłam nowe ciasteczka i kilka dałam mojej siostrze. Po spróbowaniu
powiedziała: "Niedługo mam urodziny - nie chcę nic innego tylko te
ciasteczka, dużo i tylko dla mnie". Stąd te coroczne wypiekanie kilku blach
pysznych maślanych ciastek, w zależności od nastroju i zaopatrzenia
pobliskiego sklepiku - z suszoną żurawiną, orzechami, lub tak jak dziś, z
suszonymi morelami.
Zaczęła się olimpiada zimowa, dostarczająca emocji sportowych oraz kalorii nadliczbowych.
No bo jak tu stosować dietę jeżeli po pierwsze, jak człowiek się denerwuje o nieliczne osiągnięcia naszych rodaków na owych igrzyskach - to żeby stres był mniejszy to chce się je :)
Mimo, iż dietowanie jest u mnie ostatnio w odwrocie, to przemyślenia
kuchenne wprost przeciwnie.
Dzisiaj zobaczyłam urządzenie do robienia naleśników. Z naleśnikami sami
wiecie jak jest - jak chcą to przywrą do patelni, a jak nie to nie - i my
nie mamy tu nic kompletnie do gadania.
Na śniadanie mestemacher z białym serkiem i ogórki :) Na lunch Wasa z pomidorkiem i serkiem i dżemem. Nie – nie jednocześnie na jednej kromce!
Zauważyliście, że pomidory o tej porze roku są paskudne??
Na obiad ryby z lazurem i warzywa. Potem planuję upiec bułeczki – 9 albo 12 sztuk na trzy dni… No przecież nie zjemy ich znowu. Nie zjemy prawda??
Na śniadanie racuchy z dżemem. Słodkie :) Na obiad jarzynowe chili – fajne wiecie. Takie chili con corne prawie. Bez mięsa – zastąpiłam je kaszą pęczak grubą – smakowało całkiem, całkiem.
Po świętach (no dobrze – wiem, że miesiąc po świętach) postanowiliśmy zacząć dietę – natychmiast – od dziś. Rano (o 11.00 hmm…) było dobrze –jajecznica z warzywami. Obiad tez ok. – kurczak z pieczarkami, warzywa. Kolacja przeszła łagodnie – zupa jarzynowa.











